LSS GB – stało się dla mnie faktem

Posted on Posted in Blog, Lean, Lektury

Nie, nic złego mi się nie stało!

Nie, nie obrażam Cię.

No to może zacznę o rozszyfrowania tego tajemniczego skrótu – LSS GB, o co chodzi?

LSS to skrót od Lean Six Sigma – jest to jedno z podejść do sposobu zarządzania jakością.

Może słyszeliscie o ISO – otóż ISO jest w firmach po to, żeby zawsze procesy przebiegały według jakiegoś schematu. Cześto te schematy są nieprzemyślane, a potem przestarzałe, a potem każdy się na nie wścieka, ale nikomu nie chce się zmieniać.

Lean to bardziej filozofia niż system jakości. W swej prostocie oznacza maksymalizację przepływu wartości, i dążenie do maksymalnego ograniczenia strat. Tu najlepiej posłużyć się przykładem.

Przychodzisz do lekarza i czekasz w kolejce kilka godzin. Wchodzisz do gabinetu, dostajesz średnią (bądź lepszą) 5-minutową obsługę. Receptę – z antybiotykiem, żeby szybko mieć temat z głowy. No i oczywiście – L4. I choć wizyta trwała kilka minut, a nie wyszedłeś z niej zadowolony, spedziłeś u lekarza kilka godzin. To nie jest lean.

Lean patrzy na proces z perspektywy jednostki poddanej procesowi (np. pacjenta). Czekanie w kolejce raczej nie dodaje wartości, więc to strata. 5 minutowa wizyta bez wyjasnień i z antybiotykiem na recepcie to też nie zupełnie wartość. L4 może już bardziej 🙂

Proces, który jest zoptymalizowany mógłby wyglądać na przykład tak. Przychodzimy do lekarza, gdzie miła obsługa informuje nas, że zaraz wejdziemy do gabinetu, ale na czas oczekiwania proponuje szklankę wody. 2 minuty później wita nas lekarz, który jest wsparciem emocjonalnym i gruntownie nas bada (zleca badania, jeśli trzeba). Potem przedstawia nam diagnozę i zaleca, co robić dalej. Przepisuje leki tak, żeby nam pomóc, a nie żeby nas zbyć. Pyta czy potrzebujemy L4 i miło nas żegna zapraszając na wizytę kontrolną. W tym procesie, ktoś sprawdził, czego potrzebuje i chce pacjent. To wygląda jak lean.

Z kolei Six Sigma oznacza, że proces jest stabilny na tyle, że w milionie powtórzeń tylko 3,4 prób będą odbiegały od przyjętej normy (3,4 pacjentów na milion zostanie źle obsłużonych). Nie bedę się wdawał w dalsze szczegóły, ale powiem tylko, że od kiedy zapoznałem się z tą koncepcją, wiedziałem, że została stworzona dla mnie.

Uwielbiam optymalizować procesy! – jestem chory, jak coś nie działa jak powinno. Do białej gorączki doprowadza mnie, kiedy widzę, że coś nie spełnia swojej funkcji. A tu proszę. Doza zdrowego rozsądku i to jeszcze z jaką chwytliwą nazwą i zestawem narzędzi 🙂

No dobrze, to LSS mamy, a GB? Okazuje się, że to nie tylko skrót od ‘Great Britain’. GB oznacza Green Belt (zielony pas) – podobnie jak w dalekowschodnich sztukach walki, gdzie pasy oznaczają poziom zaawansowania. Lean w zasadzie też swoje korzenie ma w Japonii, a że i powalczyć z procesami trzeba, to wszystko się zgadza.

Czyli oficjalnie, po niecałym roku od kiedy przeczytałem fascynującą książkę: This is Lean, otrzymałem certyfikat, na którym napisane jest, że jestem obeznany z tym niezwykłym podejściem do zarządzania jakością. Ale powiem więcej, z tym wspaniałym sposobem myślenia. No i mam na koncie pierwsze projekty.

Już zacieram ręce i przygotowuję się do czarnego pasa. A wszystkich ciekawych tego, czym jest Lean zachęcam do zagłębienia się w temat.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *